Odbierz 11% rabatu!
Zapisz się do naszego Newslettera i dowiedz się pierwszy_a o naszych nowościach i promocjach oraz
zgarnij kupon na jednorazową 11% zniżkę za zapis
do newslettera!
Zapisz się do naszego Newslettera i dowiedz się pierwszy_a o naszych nowościach i promocjach oraz
zgarnij kupon na jednorazową 11% zniżkę za zapis
do newslettera!
Misy dźwiękowe i ich moc – odkryj właściwości mis tybetańskich i dowiedz się, jak relaksują. Ekspertka Edyta Kalita wyjaśnia!
Misy dźwiękowe od wieków wykorzystywane są do terapii dźwiękiem, masażu wibracyjnego oraz praktyk medytacyjnych. W ostatnich latach coraz więcej osób na Zachodzie odkrywa ich niezwykłe właściwości, szukając relaksacji, wyciszenia i nowych sposobów na wielopoziomowy self-care.
W tym roku poszerzyliśmy swoją ofertę właśnie o misy tybetańskie!

Można znaleźć je u nas w sklepie stacjonarnym w Krakowie oraz odezwać się do nas na instagramie lub mailowo, aby poznać naszą ofertę.
Jeśli gracie na misach i chcecie powiększyć swoją kolekcję, lub jesteście totalnie zieloni i szukacie nowych sposobów pogłębienia praktyki medytacyjnej i relaksacyjnej – w tym poście mamy dla Was wszystkie informacje!
Czym dokładnie są misy tybetańskie? Jak działają na poziomie ciała, umysłu i ducha? O tym wszystkim opowie nam specjalistka od pracy z misami – Edyta Kalita, założycielka projektu „Misami leczymy”.

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Edytą!
Kasia: Na początek chciałabym Cię poprosić o krótkie przedstawienie. Kim jesteś, skąd się wzięłaś w tej przestrzeni i dlaczego działasz z nami w kontekście mis dźwiękowych?
Edyta: Nazywam się Edyta Kalita i od pięciu lat prowadzę projekt „Misami leczymy”. Dlaczego zajęłam się misami? To jest bardzo ciekawa historia. Byłam sama w potrzebie i szukałam różnych alternatywnych rozwiązań, jak mogę sobie pomóc. U mnie to była kwestia psychicznego rozchwiania. Próbowałam już wszystkiego, co mogłam, ale wtedy trafiłam na informację o misach.
Nie pamiętam dokładnie, jak to się stało, ale kiedy tylko dowiedziałam się o ich istnieniu, pomyślałam: „Ok, to coś muzycznego i relaksującego – a ja potrzebuję wyciszenia”. Muzyka zawsze była mi bliska, więc poczułam, że to może być coś dla mnie. Pojechałam do Warszawy, kupiłam jedną misę na próbę i od razu wiedziałam, że to jest to. Pomogła mi się wyciszyć i uspokoić ten rozbiegany umysł.
Zdecydowałam, że chcę zgłębić temat i pojechać do Indii, żeby nauczyć się u źródła. Chciałam wiedzieć więcej i poznać tę tradycję autentycznie. Tak też zrobiłam – znalazłam kurs, uczestniczyłam w nim i przywiozłam pierwszy zestaw mis do Polski.
Kasia: Jak zaczęłaś praktykę po powrocie?
Edyta: Na początku próbowałam na rodzinie i znajomych – rodzicach, przyjaciołach. Potem to się zaczęło rozwijać. Uczestniczyłam w dwóch czy trzech innych kursach w Polsce, żeby zobaczyć, jak wygląda podejście w innych szkołach. Jedno z tych podejść było stricte nepalskie. I tak właśnie powstał mój projekt, który trwa do dziś.
Kasia: Czy zanim odkryłaś misy, miałaś do czynienia z innymi praktykami, jak joga czy medytacja?
Edyta: Tak, wcześniej miałam doświadczenia z medytacją. Pierwszą misę kupiłam właśnie z myślą o medytacji.
Więc tak naprawdę pierwszym krokiem było osadzenie się w medytacji. Medytacja dobrze na mnie działała, ale zastanawiałam się, co mogłoby zadziałać jeszcze lepiej i jak mogłabym to rozwinąć. Wtedy właśnie wzięłam tę misę, którą kupiłam, usiadłam w pozycji medytacyjnej i trzymając ją blisko ciała, grałam na niej z zamkniętymi oczami, skupiając się na jej dźwięku. Cała moja koncentracja osadzała się na brzmieniu misy.
To jest świetne narzędzie dla ludzi, którym wydaje się, że nie potrafią medytować, bo mają ogromny natłok myśli. Dźwięk misy pomaga w skupieniu, bo działa jak swego rodzaju „ściągacz” dla rozbieganych myśli. Zamiast zastanawiać się, co na obiad albo co jeszcze trzeba zrobić, dźwięk przywołuje naszą uwagę do teraźniejszości.

Kasia: To jest bardzo ciekawe. Łatwiej medytować przy dźwięku, prawda? Ten ruch jest taki powtarzalny, monotonny.
Edyta: Tak, dokładnie. Trochę jak oddech, który stale płynie, ale nie każdemu łatwo jest się na nim skupić. A tutaj, grając na misie, wykonujesz pewną pracę, która ułatwia skupienie. Słyszałam od wielu osób, że dźwięk misy pomaga im wracać do medytacji, nawet jeśli myśli na chwilę uciekną. Dźwięk szybko przywołuje uwagę z powrotem.
Misy można wykorzystywać na wiele sposobów: do medytacji, na koncertach czy w masażach dźwiękowych. Można je stosować w indywidualnych praktykach, jak i do pracy z innymi. Jeśli ktoś nigdy wcześniej nie miał z nimi styczności, misa może wyglądać jak zwykłe naczynie – trochę jak słoik – ale jej zastosowanie jest niezwykle ciekawe i wszechstronne.
Kasia: A jak wyglądają Twoje sesje z misami? Jak je wykorzystujesz?
Edyta: Misy mają bardzo różne zastosowania. Prowadzę sesje indywidualne, gdzie misy są stawiane na ciele osoby. Taka sesja jest dostosowana do potrzeb danej osoby – na początku rozmawiamy o intencji, żeby dokładnie wiedzieć, na czym się skupić. Na przykład ktoś może chcieć wyciszenia, a inny skupić się na bólu w określonej części ciała.
Są też koncerty grupowe, gdzie misy grają razem z innymi instrumentami, jak dzwonki czy gongi. To bardziej relaksacyjne, estetyczno-słuchowe doświadczenie, które pozwala uczestnikom się odprężyć i wyciszyć. Dźwięk i wibracje rozchodzą się po przestrzeni, a ciało je absorbuje, dając efekt głębokiego relaksu. Czyli koncerty są mniej do leczenia konkretnych rzeczy, a bardziej do relaksacji.
Kasia: A czy wykorzystanie mis związane jest również z jakąś formą praktyki duchowej? Lub stricte terapeutycznej?
Edyta: Jasne, to ma dwa główne podejścia. Różne szkoły podchodzą do tego nieco inaczej. W dużej mierze opieramy się na systemie wschodnim, który nie zawsze jest łatwo akceptowany na Zachodzie. Ale nie musi być, bo istnieje również szkoła Petera Hessa, która odchodzi od czakr i bardziej dostosowuje tę praktykę do mentalności zachodniego człowieka. To podejście skupia się na naukowych podstawach – rezonansie i częstotliwościach.
Wiesz, to nie są świeże badania. Już od wielu lat prowadzone są badania w tej dziedzinie, szczególnie we Francji i Anglii, gdzie jest więcej funduszy na takie projekty. Dzięki temu wiemy, że można dostosować misy do konkretnych organów w ciele za pomocą częstotliwości. Kiedy wydajemy dźwięk, za nim idzie fala wibracji, która odpowiada określonej częstotliwości. Każdy obiekt we wszechświecie drga – nawet ciało stałe, jak stół, który wydaje się nieruchomy, ale w mikroskali jego cząsteczki również się poruszają.
Misy emitują fale dźwiękowe, które mogą współgrać z drganiami konkretnych organów. Nie każda misa działa tak samo, ale niektóre są projektowane tak, by pasowały do określonych częstotliwości. We Francji badacze, jak Maman czy Nogier, określili pasma częstotliwości dla organów, takich jak żołądek, wątroba czy kości. Dla osób, które nie wierzą w duchowe aspekty, misy mogą być wyjaśnione naukowo – ich działanie jest potwierdzone badaniami.
Ja sama pisałam pracę dyplomową na ten temat podczas studiów z naturoterapii. Zajmowałam się tam badaniem dźwięku jako formy terapii naturalnej.
A jaki to jest aspekt terapeutyczny? Dobre pytanie! Tutaj chodzi o rezonans – to czysta fizyka. Jeśli mamy dwa przedmioty o podobnej częstotliwości i jeden zacznie wibrować, drugi również zacznie drgać. Podobnie jest z misami: jeśli misa znajduje się blisko organu, którego częstotliwość jest zbliżona, może ona pobudzić ten organ do harmonijnego działania. Możemy w ten sposób wzmacniać określone miejsca w ciele, harmonizować je, a nawet uspokajać lub łagodzić podrażnienia.
Osoba, która korzysta z takiego masażu, może mieć misy postawione na ciele w miejscach związanych z potrzebującymi wsparcia organami, albo misy są rozmieszczone wokół niej. Ważnym elementem jest tutaj rozmowa o intencji przed sesją, bo to wpływa na jej przebieg. Są osoby, które wierzą w czakry i chcą harmonizacji całego ciała – zarówno fizycznego, jak i energetycznego. Inni podchodzą do tego bardziej praktycznie, mówiąc: „Skupmy się na moich plecach, bo bolą”.
Taka personalizacja sesji pozwala dopasować działanie do potrzeb konkretnej osoby. Dźwięk wnika bardzo głęboko, a dla wielu osób to doświadczenie jest niezwykle relaksujące.
Misy działają więc nie tylko na poziomie duchowym, ale też fizycznym i emocjonalnym. Wymasowanie dźwiękiem? Tak, to naprawdę działa!
Kasia: A jak to działa na konkretnym przykładzie różnych mis?
Edyta: Misy z oktawy trzeciej, które są większe i ważą około 1,5–2 kg (czasem trochę ponad kilogram, zależnie od nuty na stali), działają głównie na ciało. Natomiast misy z oktawy czwartej, takie jak te, które tu mam, oddziałują bardziej na sferę umysłu i emocji. Te mniejsze misy są przeznaczone głównie do relaksacji i medytacji, ale mogą też mieć pewne zastosowania terapeutyczne, szczególnie jeśli chodzi o regulację układu nerwowego.
W codziennym życiu nasz mózg pracuje na falach beta, które odpowiadają za aktywność i pobudzenie, ale jednocześnie mogą powodować napięcie. Dźwięki relaksacyjne, takie jak emitowane przez misy, pomagają zmienić częstotliwość fal mózgowych na bardziej uspokajające, jak alfa, delta czy gamma – w zależności od głębokości relaksacji. Oczywiście, jeśli jesteśmy w bardzo rozedrganym stanie, potrzeba czasu, by osiągnąć głęboki stan wyciszenia. To proces, który może wymagać kilku kroków.
Zdarzały się jednak sytuacje, kiedy ktoś przychodził na sesję lub koncert i mówił, że od pierwszego dźwięku całkowicie się wyciszył i „odleciał”. To uczucie głębokiej relaksacji, coś pomiędzy jawą a snem, trochę jak stan marzeń sennych albo medytacyjny. Ludzie opisują to jako moment, kiedy byli tu i teraz, ale jednocześnie odczuwali coś w rodzaju podróży wewnętrznej. Często po takiej godzinnej sesji czują się, jakby spali przez osiem godzin.
To właśnie dzięki temu, że dźwięki wpływają na fale mózgowe, możemy osiągnąć stan głębokiego relaksu. Na koncertach, które prowadzę, korzystam z różnych instrumentów, takich jak misy nepalskie czy tybetańskie. Są też osoby grające na misach kryształowych, które mają inny charakter brzmieniowy. Podczas koncertów tworzy się cała kompozycja dźwięków, które prowadzą uczestników przez swoistą podróż dźwiękową. To doświadczenie grupowe ma na celu uwolnienie napięć w ciele, relaksację i wyciszenie umysłu.
Jeśli chodzi o moje własne doświadczenia, to praca z misami działa również na mnie. Każda sesja czy koncert, które prowadzę, relaksują mnie tak samo, jak osoby biorące w nich udział. Na przykład, jeśli mam trzy sesje dziennie, to czuję się zrelaksowana trzykrotnie. Czasem, gdy jestem chora lub zestresowana, po sesji czuję, jak wszystko wraca do równowagi. To dodatkowa korzyść z tej pracy – mogę pomagać innym, jednocześnie czerpiąc z tego dla siebie.
Kasia: Czy granie na misach to bardziej interakcja z drugim człowiekiem? Czy patrzysz na osobę i próbujesz zrozumieć, czego potrzebuje, masz jakiś ustalony plan, czy to raczej inspiracja i improwizacja?
Edyta: To bardzo dobre pytanie, dziękuję. Myślę, że to zależy od podejścia terapeuty. Są różne nurty i ścieżki, które osoby pracujące z misami wybierają. Ważne jest, żeby każdy, kto chce się tym zajmować, przeszedł odpowiednie szkolenie. Bez tego można przypadkowo komuś zaszkodzić. Kursy dają solidną podstawę, choć każdy terapeuta z czasem wypracowuje własny styl i sposób pracy z instrumentami.
Niektórzy podchodzą do tego bardzo prosto: sesja masażu, relaks, przyjemna muzyka, czasem zapach, który wspiera atmosferę. Przed sesją wyjaśniają, czego można się spodziewać, zwłaszcza jeśli ktoś korzysta z takiej terapii po raz pierwszy. Na koniec pytają o wrażenia i reakcje. Taka interakcja jest bardziej ograniczona, ale nadal ważna.
Ja jednak wolę sesje indywidualne, bo dają możliwość głębszej rozmowy i dostosowania pracy do danej osoby. Zauważyłam, że ludzie często sami zaczynają opowiadać o swoich problemach i trudnościach. To się dzieje naturalnie, bez nacisku z mojej strony. Dzięki temu moja praca ewoluowała – coraz bardziej zaczęłam interesować się aspektem terapeutycznym i zdecydowałam się na studia z psychoterapii. W czasie sesji ludzie czasami przeżywają wizualizacje, które mają dla nich głębokie znaczenie. Są to obrazy związane z ich życiem, emocjami lub wyzwaniami, które aktualnie przechodzą.
Chciałam móc lepiej facylitować te procesy i wspierać ich interpretację w sposób profesjonalny. Połączenie psychoterapii z terapią dźwiękiem wydaje mi się bardzo obiecujące. Wibracje mis działają na głębokim poziomie, dosłownie dotykając człowieka. Często towarzyszą temu fizyczne odczucia, jak łaskotanie czy delikatne mrowienie w ciele, które są niezwykle przyjemne.
To podejście holistyczne – łączymy ciało, umysł i ducha, bo te elementy nie są od siebie oddzielone. Wibracje działają na poziomie fizycznym, a umysłowe przepracowanie emocji pozwala na pełniejszą integrację doświadczenia. Takie podejście daje kompleksowy efekt.
Myślę, że to ogromny potencjał. Tradycyjna terapia słowem jest wartościowa, ale dla wielu osób praca z ciałem, poprzez ruch, taniec czy dźwięk, przynosi większe korzyści. Sama zauważyłam, że mogę osiągnąć więcej przez ruch i doświadczenie niż tylko poprzez rozmowę.
Kasia: Bardzo dziękuję za rozmowę i podzielenie się swoimi doświadczeniami!

Edytę znajdziecie na facebooku: MiSami Leczymy! <3
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.
[…] W ofercie sklepu stacjonarnego posiadamy również wyjątkowe misy dźwiękowe, o których więcej przeczytasz tutaj. […]